czwartek, 10 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 1

 W samolocie Julka zapytała mnie.
- Ty, a tak w ogóle to na ile my tam lecimy?
 tym momencie zaniemówiłam. W sumie to nie miałam zielonego pojęcia.. Tata nic nie mówił, mama też nie..
- O cholera.. Hahha!
Zaczęłyśmy się śmiać na cały samolot, aż w końcu pasażerowie mieli dość i stewardessa musiała nas uciszać.
- Ej nie, ale tak poważnie to nie wiem..
Tym razem starałyśmy się powstrzymać od śmiechu.

Lot minął bez żadnych komplikacji i już po kilku godzinach stanęłyśmy przed drzwiami hotelu.
- Wchodzimy?- spojrzałam się na przyjaciółkę.
- A co mamy niby robić? Wchodzimy!- krzyknęła z radością i ruszyła przede mną.
Znalazłyśmy się w niby małym, ale pięknym holu. Podeszłyśmy do recepcjonistki i dostałyśmy kluczyk do naszego pokoju. Pierwsze co zrobiłam po wejściu to rzuciłam moje rzeczy i wyjrzałam przez drzwi balkonowe. Widok był przecudny.. Później dołączyła do mnie Jula. Stałyśmy tak przez dłuższą chwilę.
- Pięknie, co?
- Wiesz co? Dalej nie wierzę, że tu jesteśmy..
Była już 1 w nocy więc położyłyśmy sie do łóżek i obie szybko zasnęłyśmy.

  ~Następnego dnia~

- Gdzie ja... Gdzie ja kurwa jestem?!- wydukałam jeszcze nie do końca ogarniając co się dzieje.
- No jak to gdzie?! W Paryżu!- wykrzyknęła Julka i rzuciła mnie poduszką.
- Ooo niee.. Źle zrobiłaś! - i oddałam jej tylko że 2 razy mocniej.
No i zaczęła się bitwa na poduszki! Po pół godziny zabawy stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne i po raz pierwszy poszłyśmy do kuchni. Zrobiłyśmy sobie pyszne placki bananowe z owocami.
- No to co dzisiaj robimy?- spojrzała się na mnie
- Hmm.. Może.. Nie wiem..- wytrzeszczyłam oczy- ej.. No nie wiem.. Hahah!
- Mooże.. Wieża Eiffla?
- To wieczorem.. Podobno ładniej wtedy wygląda.
Dyskutowałyśmy tak z dobre pół godziny, aż w końcu zdecydowałyśmy się na zakupy..

 Rozpakowałyśmy się, ogarnęłyśmy trochę i wyszłyśmy. Dotarłyśmy do pierwszego lepszego centrum handlowego, połaziłyśmy trochę po sklepach i była już 16, no to zjadłyśmy obiad na mieście. Kiedy siedziałyśmy przy stoliku, w oczy rzuciła mi się bardzo znajoma postać.. Ale widziałam ją dosłownie przez sekundę więc nie byłam pewna.
- Ejj? Ty widziałaś?- szturchnęłam Julkę.
- Co widziałam?
- No tam.. Szedł przez wejściem. Chyba Reus..
- Hhahahahaha! Jaasne.. Marco Reus?! Za dużo meczy kochaniutka!
- Nie śmiej się kurwa, mówię poważnie!- krzyknęłam ze śmiechem w głosie.
- Taa.. Dobra, zwijamy się stąd?
- No dawaj do hotelu..
Wyszłyśmy z restauracji i jakoś tak nas poniosło w drugą stronę od hotelu i uderzyłyśmy  głąb miasta. Nie miałyśmy żadnego pojęcia o Paryżu.. Biegałyśmy, skakałyśmy a ludzie patrzeli się jak na idiotki. Zrobiło się już trochę ciemno, więc zamówiłyśmy taksówkę i pojechałyśmy pod wieżę Eiffla. Gdy dojechałyśmy było już zupełnie ciemno, a widok tej ogromnej budowli był niesamowity.. Stałyśmy pod nią jak wryte i w końcu się zdecydowałyśmy wjechać na 1 piętro.
- Jezu jak wysoko..Weź mnie kuźwa trzymaj bo zaraz stąd spadnę..
Julka jak zwykle panikowała najbardziej z całego towarzystwa.. Nie ukrywam że też się cholernie bałam!

Nie wjechałyśmy na samą górę. Julka za bardzo się cykała. Odeszłyśmy spod wieży i znowu musiałam zamawiać taksówkę. Grzebałam w torebce i szłam bo trochę musiałyśmy się pospieszyć. Kiedy już wyciągałam telefon zrobiło mi się ciemno przed oczami i odrzuciło mnie do tyłu.
- No kurwa uważaj jak łazisz pokrako jedna!- wydarłam się podnosząc się z ziemi.
Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam krótko obciętego blondyna.
- M..Marco?
- Haha! No cześć!- powiedział (oczywiście po angielsku) - przepraszam ale się spieszę.. Nie stało ci się nic?
- Nie, nie..Nic. Spoko. - uśmiechnęłam się lekko, ale nogi zrobiły mi się jak z waty i zaczęły się uginać.
- Ejejej! Uważaj! Co ci jest?!- złapał mnie i zaczął trochę panikować
- Hhah! Dobra, wszystko  porządku! Dzięki..- odzyskałam czucie w nogach i już mogłam sama stanąć na nogach.
- Wiesz.. Może będę mógł to jakoś ci wynagrodzić? Dasz się namówić na kolację?
"Nie, nie wierzę.. To chyba sen" - pomyślałam, ale od razu się otrząsnęłam
- No dobrze.- uśmiechnęłam się- to kiedy?
- Jutro, w restauracji obok Bulwaru? O 20
- No dobra, to pa!- uśmiechnęłam się do chłopaka
- Wiki kurwa pośpiesz się z tą taksówką!- skończyła rozmawiać z jakimś obcokrajowcem i wydarła się w moją stronę, a gdy zobaczyła Reusa stojącego przy mnie, znieruchomiała. - Ołł.. No dobra..
Jeszcze raz pożegnałam się z chłopakiem i pobiegłam do przyjaciółki. Zamówiłyśmy taksówkę i pojechałyśmy z powrotem do hotelu. dy weszłyśmy, obie rzuciłyśmy się na łóżka i w pewnym momencie Julka przerwała milczenie
- Co to było?..- ciągle gapiła się w sufit.- To pod wieżą..
- Nie wiem..
Było już koło 12 w nocy więc ogarnęłyśmy się i poszłyśmy spać.

~Następny dzień~

Nie wiem dlaczego, ale Julka od samego rana zaczęła robić jakieś spiny o dzisiejszą kolację. Chyba powinno jej zależeć na moim szczęściu i cieszyć się kiedy mi się coś udaje.. Może po prostu była zazdrosna? Nie wiem.. Nie chciałyśmy się kłócić w mieście miłości, więc jakoś sprawa minęła. Znowu nie wiedziałyśmy co robić. Do 18 była jeszcze kupa czasu a przecież nie będziemy siedzieć w hotelu kiedy jesteśmy w Paryżu.
- To może pozwiedzamy jeszcze dzisiaj?- rzuciłam- przecież tego tu jest w ciul! Nie zdążyłybyśmy przez pół roku wszystkiego dobrze zobaczyć. To może chociaż połowę?
- Hah! W sumie to nawet nie wiadomo ile tu będziemy- zaśmiała się Julka
Szybko się ogarnęłyśmy i nie myśląc dłużej, po prostu wyszłyśmy na zewnątrz. Postanowiłyśmy że będziemy szły na ślepo, gdzie nas nogi poprowadzą..

PROLOG

- Sto lat, sto lat!- tata wparował do mojego pokoju z ogromnym tortem  rękach- Niech żyje żyje nam!- za nim weszła mama, siostra i przyjaciółka.
- Jeejku, dziękuję Wam!- zabierałam się do zdmuchiwania świeczek
- E ee! Najpierw życzenie!- przerwała mi Julka.
- Hahah! No doobra!- pomyślałam chwilkę i zdmuchnęłam wszystkie 20 świeczek.
Jak to dziwnie brzmi.. DWADZIEŚCIA. Jaka ja już stara!..
- Dziękuję Wam! Zaraz zejdę na dół.- powiedziałam po czym zamknęłam drzwi i zaczęłam się ogarniać.
Ubrałam się, umyłam, umalowałam i zeszłam na dół.

~godzinę później~
Siedzieliśmy wszyscy przy stole jedząc urodzinowe śniadanie, a gdy z talerzy wszystko poznikało tata zaczął mówić.
- No więc.. To miała być bardziej niespodzianka, ale uznaliśmy, że powiemy ci teraz.- spojrzał się na mnie podejrzliwym wzrokiem i sięgnął do kieszeni. Dał mi do ręki dwie karteczki wyglądające jak bilet.. Później dał małą ulotkę
" Piękne zabytki, relaks i wszystko czego zapragniesz!"
Odwróciłam ją na drugą stronę, a na niej wielkimi literami napisane "PARYŻ"
- Jezu, na prawdę?! Dzięki, dzięki dzięki!!
Wyskoczyłam z krzesła i jak najszybciej uściskałam mamę i tatę.
- Ale chwila.. Dlaczego dwa bilety?
- No właśnie..
Julka jeszcze niczego nie świadoma, siedziała spokojnie i tylko się uśmiechała.
- To miała być ta niespodzianka! Jedziecie razem!- krzyknęła mama
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy podniosła się z krzesła i uściskała mnie.  Później rzuciła się na rodziców.
- Ty też niedługo masz urodziny, więc postanowiliśmy zrobić ci prezent trochę wcześniej - zaśmiała się mama
Cieszyłyśmy sie jak głupie, jeszcze raz podziękowałyśmy rodzicom i pobiegłyśmy na górę.
- Nie wierzę.. Hhahaha no po prostu nie wierzę!- krzyknęła Julka
- No too.. Bon your Paris! - powiedziałam z uśmiechem na ustach jednocześnie wyciągając walizkę.
- Hhaha!- podbiegła i uściskała mnie

Ja już byłam spakowana. Jeszcze musiałyśmy jechać do Julki i ogarnąć jej walizkę. Lot miałyśmy na jutro o 18:30, więc spokojnie.
Mój szogun spakował swoje rzeczy i wróciłyśmy do mnie. Postanowiłyśmy, że nie zapraszamy żadnych znajomych. Ten dzień spędzimy razem. Wieczór spędziłyśmy na oglądani horrorów i takie tam.. Tej nocy Julka spała u nas.

~Następnego dnia~

- Wstawajcie! Paryż czeka!- obudzili nas rodzice
- No tak! Wstawaj, wstawaj! - przyjaciółka też się dołączyła
Wstałyśmy, ogarnęłyśmy się, zjadłyśmy śniadanie i pojechałyśmy do Julki domu, żeby pożegnać się z jej rodzicami. Nie zeszło długo. Zanim doprowadziłyśmy się do ładu było już po 17, więc zbieraliśmy się na lotnisko.